Jak być perfekcjonistką i nie dać się zwariować {…}

Tak, jestem cholerną perfekcjonistką! I często sama siebie potrafię doprowadzić do szału. Muszę mieć wszystko zrobione na już. Praca, pranie, sprzątanie gotowanie. A gdzie blog? A kiedy czas na stertę mądrych gazet, na które wydałam ostatnio fortunę? Codziennie sama siebie przekonuję, że świat się nie zawali, jeśli wstanę rano, zrobię sobie pyszną kawę i nie zacznę dnia od sprawdzenia maili, bloga i telefonu. Naczynia w zlewie też jak sądzę, focha nie strzelą, bo poleżały pół godziny dłużej, bezczelnie brudne, po wczorajszej kolacji. Zacznę dzień od jogi, albo kilku kartek nowej książki, a może zaszaleję i zrobię sobie maseczkę. Takkk, brzmi dobrze …., ale to nie ja. Zatem dzień za dniem wstaję, porządkuję, sprzątam, poprawiam, układam i przekładam, a jak głowa uzna, że co miało być zrobione, zrobione jest siadam na kanapie i po 5 minutach planowanego odpoczynku, nakręcam się od nowa. Bo mogłabym przecież zrobić coś jeszcze. Żeby pozbyć się wyrzutów sumienia, tłumaczę sobie, że jeśli powalczę dziś z obowiązkami mocniej, bardziej to jutro będę miała więcej czasu dla siebie. W myśl zasady, nie odkładaj tego co masz do zrobienia – teoretycznie, tak.  A jak to u mnie wygląda w praktyce? Przeczytajcie tekst od początku i sprawa się wyjaśni 😉 Niby nie ma w tym nic złego. Nie lubię próżni. Muszę coś robić. I od razu tutaj zaznaczam, nie mam w domu pedantycznego terrorysty, wręcz przeciwnie – mam w domu ideał, który z jednej strony rozumie moje szaleństwo, ale z drugiej walczy i próbuje zatrzymać mnie na kanapie, a i bez obiadu wytrzymał by pewnie nawet tydzień 😉

IMG_20170108_130029.jpg

Ok, skoro nikomu jakoś bardzo sprawa nie przeszkadza, zapytacie po co ten wpis? Otóż po to, żeby próbować znaleźć we wszystkim równowagę. Kiedy pracowałam w korpo, tylko korpo się liczyło. Praca, wyniki, premie. Na szczęście należę do osób, które lubiły swoja pracę. Tylko, że samą pracą żyć się nie da. I nie ma takiej siły, żeby kiedyś nie zapukał do drzwi stres, zmęczenie, może wypalenie zawodowe. Nie wiem czy u mnie to już było wypalenie, ale na pewno było blisko. Stres mnie niestety dopadł, a skutki zauważyli wszyscy, nie tylko ja. Podkrążone oczy, szara zmęczona skóra, oklapnięte i matowe włosy … – najgorsze jest to, że to wszystko moja wina. Nie dbałam o siebie, nie potrafiłam mówić nie – a mój perfekcjonizm zawsze brał górę nad zdrowym rozsądkiem. Podjęcie decyzji o zmianie było trudne. Cholernie. Ciężko jest zrezygnować z etatu i raczej pewnej posady, mimo, że ma się na utrzymaniu tylko samą siebie. Ja zrobiłam prosty bilans zysków i strat. Wystarczyła biała karta. Po jednej stronie plusy po drugiej minusy. Potem kolejna i wypisanie tego, co mogę zmienić tu i teraz. Kilka małych kroczków, nie trzeba się od razu rzucać na głęboką wodę tak jak ja i rzucać pracę. Trzeba usiąść i pomyśleć. W ciszy, bez telefonu. Po podjęciu decyzji pomogło mi wałkowanie tematu z kimś najbliższym. Wystarczyło, że słuchał. A ja utwierdzałam się w słuszności swojej decyzji.

Kiedy przeorganizowałam swoje życie, a zajęło mi to kilka miesięcy, usiadłam i zaczęłam się zastanawiać, jak ten mój perfekcjonizm przekuć w zaletę, a nie wadę. Nie da się tego zrobić, jeśli organizm jest zmęczony. Najpierw musiałam zmienić dietę, dodać ruch i spróbować oswoić mojego demona – stres. Jestem w trakcie. Szukam, czytam, sprawdzam i oceniam. Nie wszystkie sposoby walki ze stresem są dla każdego. Trzeba znaleźć to co nam odpowiada najbardziej. Próbować, ale się nie zmuszać! W kolejnych postach opiszę Wam jakie metody ja sprawdziłam, jedne z ciekawości, a inne z rozsądku.  Dziś pierwszy z nich.

IMG_20170114_205145.jpg

Wracając ze spaceru, zaszłam do księgarni, której witryna krzyczała: WYPRZEDAŻ! Normalnie nauczona doświadczeniem, przepuszczam wszystko przez palce, marketing robi swoje 😉 Ale tym razem trafiłam na  przecenione KOLOROWANKI DLA DOROSŁYCH. Dlaczego zaznaczam, że przecenione? Bo nie wiem czy byłabym skłonna je kupić gdyby nie atrakcyjna cena. No bo wydawać kilkadziesiąt złotych na kolorowankę? Skusiłam się nie tylko ze względu na cenę, czytałam o nich bardzo merytoryczny artykuł. Kolorowanki dla dorosłych mają odstresowywać. Siadasz, wyłączasz telefon i inne irytujące urządzenia. Wybierasz jeden obrazek i kolorujesz. Musisz zacząć od obrazka, który Ci się spodobał. Wybierasz kolory i tylko na tym się skupiasz. Przestajesz kolorować, od razu w momencie kiedy przestaje Cię to bawić. Jeśli przez 5, 10 minut nie myślałaś o niczym innym, to jest pierwszy sukces. Głowa odpoczęła od obowiązków. Niektórzy porównują to do medytacji. Mnie się spodobało. Ale żeby efekt był odczuwalny, trzeba do nich wracać systematycznie. Ja jeszcze nad tym pracuję. I oczywiście ostatnio stwierdziłam, że mam za mało kolorów kredek 😉 Jedno jest pewne – warto spróbować!

IMG_20170114_205221.jpg

Skończyłam post. Wypiłam koktajl. Przepis już wkrótce. A teraz lekki make up i idę na spacer. Zdążę popracować, a wypoczęta uporam się z pracą szybciej. Zaczynajcie od drobnych zmian – powodzenia! 🙂

m.

7 thoughts

  1. Stresy w pracy- skąd ja to znam… Choć bardzo lubiłam swoją pracę, to ciesze się, że teraz mogę od niej odpocząć. Mnie relaksuje za to wycinanie,klejenie i ogólnie papierowe robótki,a przede wszystkim prasowanie. Przyjemnie z pożytecznym 😉

    Polubione przez 2 ludzi

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s