O dręczących mnie wątpliwościach i wychodzeniu z własnej strefy komfortu {…}

Opowiadałam Wam już trochę o mojej pracy w korpo i byciu cholerną perfekcjonistką. Dziś spróbuję opisać jak ciężko było mi wyjść z własnej strefy komfortu i spróbować zacząć robić to, co robić od dawna chciałam.

13.jpg

W moim przypadku wyjściem ze strefy własnego komfortu było założenie bloga. Zawsze lubiłam pisać, ale pisanie dla siebie i chowanie albo kasowanie kolejnych roboczych postów, to nie było to, co dawało mi satysfakcję. Codziennie przeglądałam masę wpisów w internetach. Jedne zapierały mój dech w piersiach i aż prosiły się o merytoryczny komentarz, a cięte riposty i zabawny język lekko kuły w serce z zazdrości. Inne, w mojej ocenie mniej udane, albo po prostu nie w kręgu moich zainteresowań. Ale jest coś co łączyło każdy wpis – każdy był wyrazem pasji i dużej odwagi. Tak – odwagi. Pisać może każdy, ale publikowanie tego w sieci i danie przyzwolenia całemu światu na ocenę, odwagi jednak wymaga. Podziwiałam, czytałam, komentowałam i w głowie układałam plany dominacji nad światem. Wizualizowałam jakby to było mieć własnego bloga. I zawsze pojawiały się te same strachy i wątpliwości. Czy ja znajdę tematy na bloga? Czy nie zabraknie mi zapału? Co powiedzą znajomi? Czy ja mam w ogóle prawo do wypowiadania się na jakikolwiek temat? Są przecież dużo lepsi ode mnie w każdej dziedzinie. Czy moje proste przepisy kogokolwiek zainteresują? Jak ja sobie poradzę z krytyką obcych ludzi? I co ja zrobię jak znajomi mnie wyśmieją? Takich pytań było milion.

Jak sobie z nimi poradziłam? I jak znalazłam się w miejscu w którym jestem teraz? Metodą prób i błędów. Rzuciłam pracę. (Nie musicie zaczynać od tak radykalnych kroków;):) Poznałam M. (co swoją drogą też było ciekawą historią zakrawającą o odrobinę szaleństwa), decyzja o zmianie pracy i miejsca zamieszkania przyszła jakoś naturalnie. Ale znalazłam się w nowym miejscu, bez znajomych – dałam sobie trochę czasu na zebranie myśli i odpoczynek. I wiecie co? Po kilku dniach miałam po czubki butów siedzenia i odpoczywania. Wzięłam więc laptopa i założyłam mój pierwszy FP na Fb. Tam wrzucałam moje pierwsze zdjęcia, robione średniej jakości aparatem w telefonem i krótkie wpisy. Świat nie stanął w miejscu, nie spadła na mnie fala hejtu, a kilku znajomych dało nawet lajka. Poszłam o krok dalej, założyłam bloga na darmowym szablonie i pisałam, publikowałam. Pojawiło się kilka wersji logo, a same treści może były trochę bez ładu i składu. Ale wszystko sprawiało mi przyjemność! Kręciłam się i wierciłam i marudziłam, że coś jest nie tak, że coś mi nie leży. I tak pewnego dnia M. wziął mnie za, kolokwialnie mówiąc, szmaty i zawlókł do biurka. Powiedział chcesz to robić to rób! Dla siebie, nie dla innych. Kupił mi płatny szablon, ogarnął sprawy techniczne i wiecie co? Dostałam wiatru w żagle.

01.jpg

Wymyśliłam sobie wstępne założenia i pomyślałam, że przecież blog to nie książka. On żyje. W każdej chwili mogę dodać do niego nową kategorię i porządkować moje myśli i wpisy. Tak się stało. Piszę o tym co mnie kręci i inspiruje. Przemyślenia są moje, bardzo subiektywne, ale jeśli kogoś do czegoś zmotywują do cudownie. Przepisy są nadal proste, ale to cała ja. Oswajam się z kuchnią i jestem dumna z każdego przepisu. Nie każdy musi czuć się w kuchni jak Ania Starmach 😉

A wracając do pytań: Czy ja znajdę tematy na bloga? Znajdują się same, codziennie. W różnych okolicznościach. Dlatego prawie zawsze mam przy sobie swój soczyście żółty kalendarz. Zapisuję pojedyncze słowa, pomysły na przepisy i wszystko co mnie inspiruje. Nic mi nie umyka. Czy zbraknie mi zapału? Nie wiem. Na razie jest go coraz więcej. Nie może być inaczej, jeśli pisanie sprawia mi przyjemność. Co powiedzą znajomi? Ci prawdziwi kibicują, lajkują, wspierają, motywują – cenię każdy ich komentarz, lubię szczerość i konstruktywną krytykę. Ci którzy się śmieją, niech się śmieją – nie są mi w takim razie do szczęścia potrzebni. A dla tych, których te argumenty nie przekonują. Pisać możecie zawsze anonimowo, tylko po co? Czy ja mam w ogóle prawo do wypowiadania się na jakikolwiek temat? Mam! Każdy wpis to moje własne zdanie i mam do niego prawo. Dziwne by było gdyby wszyscy się z nim zgadzali. Czy są lepsi ode mnie? Są! I trzeba czerpać z ich sukcesu, inspirować się i traktować ich jako motywację. Oni też kiedyś zaczynali. Czy moje przepisy kogokolwiek zainteresują? Mam nadzieję, że tak. Wiem, nadzieja matką głupich. Ale mam cholerną satysfakcję jak coś w kuchni mi się uda. Lubię też ten moment kiedy z zapałem 5 dziecka strzelam milion fotek gotowego dania albo deseru. Jak sobie poradzę z krytyką obcych ludzi? Bezpośredniej jeszcze nie było. Ale każdy ma prawo do krytyki. Trzeba się z nią zmierzyć i nie zawsze traktować jak atak. Przemyśleć, może wyciągnąć wnioski?

2.jpg

3.jpg

Wiecie co mnie jeszcze dręczyło po nocach? Pytanie, czy ja aby nie jestem za stara na bloga?????? Hahahaha mam nadzieję, że nie 🙂 Bo kto niby decyduje o tym, co nam wolno, a czego nie i w jakim wieku? Tylko my sami!

Spełniajcie swoje MARZENIA, próbujcie i podejmujcie wyzwania. Moim jest blogowanie. Waszym może być założenie kawiarni. Nie ważne. Ważne żeby czuć radość i satysfakcję. Powodzenia!

Zdjęcia w klimacie jeszcze mocno zimowym, ale cudownie wspominam spacery, na których porządkowałam myśli. Tym postem zimę żegnam i czekam na słońce.

Zdjęcia prywatnie – M., służbowo: BOOYA FOTOGRAFIA CODZIENNA; DZIĘKUJĘ!

m.

13 thoughts

  1. I bardzo dobrze, że w końcu wyszłaś ze swojej skorupki! Mam nadzieję, że zapału Ci nie zabraknie, bo uwielbiam czytać Twoje posty. Zazdroszczę lekkości słowa i żałuję, że posty nie są dłuższe. Trzymaj tak dalej!

    Polubione przez 1 osoba

  2. Wyjście poza strefę komfortu zazwyczaj przynosi dużo dobrego 🙂 Dla mnie takim wyjściem poza strefę komfortu była decyzja o publikacji tekstów, które są opiniotwórcze, a nie zwykłych modowych zestawów. To wymagało odwagi zderzenia się z tym, że ktoś może się ze mną nie zgadzać, a tego (nie wiem dlaczego) bardzo się bałam. Udało się przełamać i pierwszy taki tekst okazał się sukcesem, a ja poczułam się spełniona. Także doskonale Cię rozumiem 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  3. Zdecydowanie się zgadzam- sama zakładając bloga miałam tysiące wątpliwości – czy znajdę tematy, czy mnie nikt nie wyśmieje, czy ktoś będzie chciał czytać i czy w ogóle mi wypada.
    Okazuje się, że tematy wpadają same, znajomi to akceptują a ja coraz odważniej wyrażam swoje zdanie i przemycam we wpisach „tak zwaną prywatę”.
    I jeszcze nie wiadomo dokładnie o czym, jeszcze nie wiadomo, jak to poukładać, ale zdecydowanie mój blog to moje miejsce, gdzie mogę być sobą.
    I Twój wpis zdecydowanie mnie zainspirował i dał poczucie, że warto być odważnym, bo ja Twoją notatkę odebrałam super pozytywnie. I może moje też będą tak odbierane :).

    Pozdrawiam serdecznie i z całego serca życzę powodzenia :).

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s