Spacery lekiem na całe zło {…}

Wydawać by się mogło, że temat trochę nie po drodze z dzisiejszą pogodą i może nieco błahy jak na bloga – ale ja się nie zgadzam. Fakt, pogoda nas nie rozpieszcza, ale sami sobie sprawę trochę pogarszamy udostępniając wszędzie zdjęcia zza okna, że oto śnieg się w kwietniu pojawił. No pojawił się i to nie pierwszy raz o tej porze, taki klimat. Na szczęście mamy kwiecień, a nie grudzień i tak szybko jak się pojawił, tak samo szybko zniknie. Nie ma co lamentować i zarzucać od razu całej sieci zdjęciami białego puchu. Zimno jest, nie przeczę i sama raczej do mocno ciepłolubnych należę, ale co zrobić jak nic zrobić się nie da. Pogody nie zmienimy. Proponuję jeszcze na chwilę przeprosić się z cieplejszą kurtką, a po powrocie do domu napić się wywaru z imbiru albo starej sprawdzonej herbaty z miodem i cytryną.

Skoro udało mi się ustalić, że z powodu tych kilku dni gorszej pogody świat się nie kończy, wracam do meritum, czyli spacerów. Nie, nie. Nie będę się tutaj rozpisywać na temat zbawiennego wpływu spaceru, jako aktywności fizycznej, na nasze zdrowie. Na ten temat sporo już w sieci zostało powiedziane, przez wykwalifikowane do tego osoby. Zgadzam się ze wszystkim co eksperci mają na ten temat do powiedzenia. Popieram każdą aktywność fizyczną i zdecydowanie popieram spacery zatwardziałym kanapowcom! Nie każdy musi kochać intensywny sport i takie jego prawo, ale już każdy powinien mieć cholerny obowiązek dbania o siebie!

Jeśli jeśli jeszcze się wahasz czy warto spacerować polecam poklikać w sieci i sprawdzić jak spacery do naszego zdrowia fizycznego się mają 😉

adult-1866798_1920.jpg

Ale mnie dziś nie o ciało, a o duszę chodzi i zdrowie psychiczne! Oto kilka powodów dla których ja spaceruję namiętnie i to niemal w każdą pogodę:

1. Spacer pomaga pokonać mi kryzys w pracy.

Kryzysy w pracy zdarzają się każdemu. Odpornych na to nie ma. I każdemu nie obce jest uczucie bezsensownego gapienia się w monitor albo bezproduktywne kręcenie się po zakładzie pracy w celu przebimbania kilku ostatnich godzin. A gorsza od dwóch poprzednich jest jeszcze myśl, że jutro czeka nas dokładnie to samo i tak, aż do weekendu. Projekty wiszą nad głową niczym gradowa chmura, a umysł pracuje jak na złość coraz wolniej. Wiem, zawsze udaje się jakoś dobrnąć do końca i ostatecznie paść na kanapę z pilotem w ręku. No taki mamy nawyk. A przy najmniej większość z nas. Proponuję nawyk zmienić i zamiast kanapy wybrać spacer. Chociażby wokół domu. Z psem. Z partnerem. Z dzieckiem. Samotnie. U mnie wszystko zależy od nastroju. 30 minut to już dobry początek. Proponuję też nie próbować zrelaksować się na spacerze na siłę. Jeśli myśli same nasuwają się do głowy to ok. Może właśnie idzie do Was rozwiązanie kryzysu. Jeśli wolicie skupić się na pogodzie, też super. Głowa odpoczywa od obowiązków. Ja osobiście namiętnie obserwuję, wszystko i wszystkich. Nie oceniam tylko obserwuję. Czasem robię zdjęcia. Takie jak te, które dziś zamieszczam na blogu.

IMG_20170410_152130.jpg

2. Spacer pobudza moją kreatywność.

Nie da się w moim mniemaniu być kreatywnym 24 h na dobę. Przynajmniej tak mi się wydaje. Jeśli są tacy szczęśliwcy to chwała im za to. Ja do nich zdecydowanie nie należę. Codziennie dopadają mnie te same obowiązki. Pranie, sprzątanie, gotowanie. No nie dorobiłam się jeszcze pomocy domowej, więc samo się nie zrobi 😉 Jak czuję, że wpadłam w ten domowy wir jak śliwka w kompot rzucam wszystko nie patrząc na pogodę i tu Was zaskoczę, co robię? Idę na spacer! Idę najczęściej bez celu i bez planu. Prawie zawsze z moim M. i prawie zawsze wracam z pomysłem na nowy post, albo projekt w pracy. A i sterta prania po powrocie wydaje się jakaś mniejsza 😉

IMG_20170410_153127.jpg

3. Spacer rozładowuje moje negatywne emocje.

Cholera chyba każdy z nas czasem tak ma, że ciska się bez powodu. Kipi w nim złość bez wyraźnej przyczyny, a emocje gromadzą się jak szalone i powodują nieprzyjemny ucisk, gdzieś wewnątrz. Nie ma co z tym walczyć. Uważam, że każde emocje są po coś i coś nam dają. Kiedy mnie dopada ten stan znowu wybieram spacer, tym razem długi i bardziej intensywny. Bieganie też jest w porządku! Organizm się dotlenia, mięśnie pracują, czyli automatycznie skupiamy się na czymś innym niż złość. Po spacerze zostaje z nami dziwne uczucie ulgi i zmęczenie, ale takie pozytywne, a może nawet sprawa się wyjaśnia i wiadomo już skąd ta złość się dziś wzięła?

IMG_20170327_160906.jpg

4. Na spacerze łatwiej się rozmawia.

Nie wiem dlaczego tak jest. Ale u mnie sprawdziło się wielokrotnie. Nie wiem może sprawę ułatwia to, że nie patrzymy sobie bezpośrednio w oczy. Idziemy obok siebie, jak równy z równym. Jesteśmy w neutralnym otoczeniu, które nie potęguje problemów. Są najczęściej wokół nas inni ludzie, więc hamujemy swoje negatywne zachowania, np. podniesiony ton głosu? Ludzie za mało ze sobą rozmawiają. W realu. W sieci jest ok, jest odwaga. Ale mnie to nie wystarcza. Lubię na spacerze rozmawiać i planować. Polecam każdemu!

5. Spacer zmienia perspektywę.

Zdarza się Wam czasem wałkować w kółko jeden i ten sam temat. Jeden i ten sam problem? Mnie tak i to często. Bo jak człowiek nie zmieni otoczenia to jak niby ma się zmienić punkt widzenia? Kłopoty są i zawsze będą częścią naszego życia. Ale kłopoty mają też to do siebie, że dają się rozwiązać, a my mamy szlachetną tendencję do ich wyolbrzymiania. Sama nie raz łapię się na tym, że jakaś nierozwiązana sprawa krąży mi po głowie niczym rosyjski satelita. A im więcej o myślę o rozwiązaniu tej sprawy tym wydaje się ona jeszcze bardziej nierozwiązalna! No i masz! I co wtedy? No spacer! Nawet jak specjalnie przyjemnie za oknem nie jest. Ubrać się cieplej wystarczy i w drogę. Krok trochę żwawszy i do przodu. U mnie okazuje się często tak, że spotkam kogoś kto ma gorzej ode mnie. Bo idzie np. o kulach, a mimo to się uśmiecha. Albo widzę mamę, która obładowana siatkami próbuje ostatkiem sił wtaszczyć wózek do tramwaju, a mimo to opowiada jeszcze dziecku śmieszną historię. Patrzę na stłuczkę na ulicy, no fajnie nie jest. Kilka takich sytuacji i patrzę na swój problem inaczej. Jaśniej. Trzeźwiej. Często znajduję rozwiązanie, albo postanawiam, że opuszczę i zajmę się pilniejszymi sprawami, a ostatecznie problem rozwiązuje się sam 🙂

6. Spacer po prostu relaksuje

Nie znam lepszej i tańszej formy relaksu. Ok, kiedy śnieg daje nam po oczach, a wiatr psuje fryzurę o relaks ciężko (ja osobiście często razem z M. taki survival uprawiam) – ale kiedy świeci piękne słońce i pięknie odbija wszystkie kolory wiosny, przyznacie, że aż chce się żyć! Nie ma co przepłacać za witaminę D w pigułkach, wystarczy 15 min z twarzą wystawioną do słońca 🙂 Ja najbardziej lubię dwa momenty, pierwszy kiedy zaczynają kwitnąć magnolie i drugi zimą, kiedy spadnie pierwszy śnieg, ten po długich, szarych listopadowych dniach, a na termometrze pokazuje się lekki mróz!

IMG_20170410_152812.jpg

SPACERUJMY I ROZMAWIAJMY ZE SOBĄ! Facebook poczeka 😉

.m

3 thoughts

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s