O kryzysie i udanej próbie uporządkowania chaosu w życiu i w głowie {…}

Dobrze jest móc sobie powiedzieć w niedzielne popołudnie – cholera to był naprawdę dobry tydzień! Cały dzień się zastanawiałam czym się różnił od pozostałych. Każdy dzień był intensywny i każdy dzień był inny. Ale znalazłam coś je wszystkie łączy – moje nastawienie. Powiedziałam sobie, że przeszłość to już przeszłość. Nie da się jej zmienić, a czasu cofnąć się nie da. Banalne, ale prawdziwe. Mogłam dalej godzinami rozmyślać nad milionem decyzji, które do tej pory w swoim życiu podjęłam. A myślałam do tej pory o tych złych, bo przecież one lubią determinować teraźniejszość. Błąd! Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, trzeba dupę ruszyć i skupiać się na dniu dzisiejszym, bo tylko na to tak naprawdę mamy wpływ.

Owszem planować trzeba, sama też to robię. Ale wielki plan na życie i na kilka lat do przodu często lubi wziąć w łeb. Bo tak to już z życiem jest, że kłody pod nogi rzucać nam lubi. A le to od nas zależy czy te kłody zwalą nas z nóg czy tylko lekko zachwieją naszą równowagę. A myślę sobie, że dobry plan to taki, który pozwala na małe kroczki. Dobry plan to taki, który daje się weryfikować. Dobry plan to plan elastyczny. A na końcu dobrego planu jest sukces i cholernie przyjemnie uczucie spełnienia. Myślę o tym również w kontekście moich własnych planów i marzeń – mam ich cholernie dużo. Są różne. Związane z rodziną. Z domem. Z pracą. Z pasją. Niestety moją największą wadą jest brak cierpliwości. Nie mam jej za grosz. Wiem, że poczytną blogerką w miesiąc się nie zostaje. Niby wiem, ale co z tego. Ja bym chciała tak od razu. I tak średnio raz w miesiącu marazm mnie jakiś dopada, i chodzę i jęczę, że po co mi ten blog. I się dobijam kolejnym perfekcyjnym wpisem MRS. POLKI DOT i biczuję się, że jej język jak spod brzytwy wyjęty, a każdy przecinek i kropa są po prostu tam gdzie być powinny. Nie, nie zazdroszczę. Raczej podziwiam. Taki blog to masa pracy. To wysiłek i cierpliwość. Ona to ma. Ja nie.

post-it-notes-1284667_1920.jpg

I tak sobie z tym moim szaleństwem w głowie chodziłam aż usiadłam, któregoś dnia przed komputerem i spisałam sobie listę małych rzeczy (może raczej zadań do wykonania), na które mam wpływ i które mogę realnie wykonać w ciągu najbliższego miesiąca. Uporządkowałam chaos w głowie za sprawą bardzo prostej aplikacji TRELLO  do ściągnięcia na smartphona i bardzo intuicyjnej w użyciu na komputerze. Pomogło. Polecam każdemu. Wpisałam i podzieliłam na czytelne karty wszystko, co mi miejsce w głowie miejsce zawracało. Podzieliłam na czytelne karty i ufff zobaczyłam światełko w tunelu.

mindmap-2123973_1920.jpg

season-1985856_1920.jpg

Jak się w praniu okazuje życie poczytnej blogerki usłane różami nie jest, a droga na czytelniczy szczyt spełnienia długa jest, ale cóż jak się powiedziało A trzeba powiedzieć też B. Uporządkowałam myśli, pomysły, inspiracje. Odpoczęłam. I pomimo twórczego kryzysu nie zamierzam się poddać. Dlaczego zapytacie zapewne. Pieniędzy z tego żadnych, na sławę nie ma co liczyć. A czas zajmuje i jeszcze o ból głowy przyprawić potrafi. Odpowiem tak – pasja. Mój żywioł. Nie znalazłam na razie niczego, co mogło by się z tym równać. I tak brnąć w to dalej będę. Blog jest mój. To ja i moje miejsce. I tylko ja mam wpływ na to co na nim napiszę. A największą satysfakcją, jest czytelnik, który zostawia komentarz. Nie ważne czy dobry czy zły. Ważne, że jakiś.

Postanowiłam, że zakończę dzisiejszy post pozytywnym akcentem. I tak będzie. Podsyłam Wam lekturę na średnio wiosenne dni – „Odkryj swój żywioł. Jak odkryć swoje talenty, odnaleźć pasję i zmienić swoje życie.”

Ok, sceptykom od razu powiem, że sama do tej pory nie byłam fanką życiowo – słodko – motywujących poradników. Ale biję się teraz w pierś i przyznaję, że zmieniłam zdanie. Przeczytałam ją w dwa dni, średnio co klika kartek robiąc przerwę i wypisując oczywiste oczywistości, o których jakoś do tej pory samej do głowy nie przyszło mi pomyśleć. Czytałam i cytaty wypisywałam. Zaznaczyłam też kilka fragmentów, które do mnie mocno przemówiły. Lubię jak coś co czytam, aż tak mnie angażuje. Dużym atutem książki są ćwiczenia, do których żałuję, że nie do końca sumiennie się przyłożyłam, ale nie mówię, że do nich nie wrócę. A wisienką na torcie są inspirujące historie ludzi, którzy odnaleźli swój żywioł i którzy dopiero teraz mam wrażenie nie tylko żyją, ale życie naprawdę przeżywają. Spełnieni i szczęśliwi.

1

2

3.jpg

Polecam tę książkę każdemu, kto z wrodzoną niechęcią myśli o nadchodzącym poniedziałku. O kolejnym dniu w pracy. Albo o przytłaczającym milionie obowiązków, które piętrzą się niczym brudne skarpetki w koszu.

Nie musi tak być. Szukajcie swojej pasji. Zawsze. Codziennie.

say-yes-to-the-live-2121044_1920.jpg

Fragm.: „Szczęście naprawdę jest w Twoim zasięgu (…)”;

.m

5 thoughts

  1. Jakbym czytała o sobie! Dopiero zaczynam przygodę z blogowaniem i średnio co 2 dni puka do mnie myśl: „a weź przestań, kto to będzie czytał”. Ale lubię pisać i będę to robić choćby tylko dla siebie 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s