Hygge, czyli duńska sztuka szczęścia, którą jak się okazuje od dawna uprawiam {… }

Kurde (wiem, wiem słabe słowo do rozpoczęcia nowego wpisu na blogu) nie powiem fajnie Duńczycy to sobie wymyślili. Głośno i szumnie się o hygge ostatnio w sieci zrobiło, a i prasa tu i ówdzie o duńskim zjawisku szczęśliwości napomina. Chodzę, myślę o co w tym całym hygge kaman, ale przysiąść i sprawdzić w czeluściach interneta nijak czasu nie mam. Ideologię sobie sama już w głowie całą prawie ułożyłam. Przyjaciół mam fajnych, którzy sprawę dobrze wyczuli i z urodzinowym prezentem w samo sedno trafili. I tak oto zastanawiać się dłużej nie musiałam. Lektura wprost w me ręce trafiła. Teraz oświecona w temacie nieco bardziej się czuję. Nie, nie będę się rozpisywać nad recenzją książki. Polecam, jak najbardziej i nikomu nie oddam. Pięknie wydana, zdjęcia też do mnie trafiają i każdy zrozumie o co w tym całym zamieszaniu chodzi.

IMG_20170510_185741.jpg

Wyjaśniać dogłębnie całego zjawiska też nie zamierzam, gdyż internety i niemała już część blogosfery zrobiły to już za mnie. Zupełnym laikom wyjaśnię tylko, że hygge, krótko mówiąc to odnajdywanie przez Duńczyków szczęścia w drobnych przyjemnościach.

IMG_20170507_220323.jpg

I kiedy tak sobie przeczytałam tą oczywistą oczywistość to uświadomiłam sobie, że ja hygge to ja już od dawna namiętnie uprawiam w swoim najlepszym, polskim wydaniu 😉

Proste to wcale nie jest i wcale tak dumnie jak Duńczycy tego do tej pory nie nazywałam, ale cholera, kto wie, może powinnam?

Hygge uprawiam wtedy, kiedy np. mam chandrę, a uwierzcie mi, jak na rasową babę przystało mam ją często. Rzucam wtedy wszystko w cholerę, idę wziąć gorący prysznic i cieszę się, że mój morelowy olejek do ciała tak cudownie pachnie. Potem robię sobie aromatyczną herbatę (herbatę, nie jakiś czarny muł, który nam wciskają pod dumnym hasłem Lipton), liściastą z nutką imbiru i maliny. Zasiadam pod kocem i namiętnie uprawiam hygge, czytając dobrą książkę. Doceniam, że mam na to czas. Że jest cisza.

Moja polska sztuka szczęścia, to moment kiedy rano znajduję na biurku karteczkę z napisem Kocham Cię i koślawe serce, które zostawił dla mnie wczorajszej nocy M. Fajnie, że go mam. Warto było czekać.

k,NzUxNjMxNDYsNTA2OTkxMzY=,f,13a065020003e30e4d62_lP_big

Co jeszcze? Lubię to, że mieszkam w kamienicy, na poddaszu i że mam kuchnię otwartą na salon. Jak jest zimno, wstawiam do piekarnika najprostsze na świecie ciasto i już mam swoje małe, prywatne hygge. Eksperci nazywają to aromaterapią 😉

Prawie zawsze mam w domu świeże kwiaty. Często najtańsze z supermarketu, ale są. Trochę rozwichrzone w słoiku (o losie myśli sobie pewnie teraz moja mama florystka, cóż miłość do kwiatów po niej mam, talentu do układania już ani kszty). I jak sobie tak siedzę na kanapie zmartwiona, to zerkam na nie i myślę sobie – cholera ja to jednak nie mam tak źle.

IMG_20170510_173116.jpg

IMG_20170510_173120.jpg

Cieszę się jak zaczyna się ściemniać w zimowy wieczór, a ja zapalam sobie kilka świec i oglądam z M. kolejny raz mój ulubiony serial Przyjaciele.

Doceniam, że udało nam się wyrwać na rowery i poleżeć chwilę na pomoście.

IMG_20170505_150335.jpg

IMG_20170505_150249.jpg

Fajne to moje hygge, nie prawdaż? 😉

.m

3 thoughts

  1. To teraz polecam pójść o krok dalej i nauczyć się szukać plusów tam, gdzie ich nie widać – toż to już byłoby szczęście w czystej postaci 😀

    A osobiście poszperam na ten temat, bo przyda mi się podszkolenie tej umiejętności. Pozdrawiam cieplutko 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s