NIE stawiaj siebie na końcu! {…}

Jesteś kobietą niezależną. Jesteś kobietą szczęśliwą i spełnioną. Masz cudowną rodzinę, masz prawdziwą pasję, pracujesz w domu albo wyjeżdżasz w delegacje. Dom też masz ogarnięty. W ogrodzie albo na balkonie też wszystko jak należy. Wstajesz i nie myślisz tylko działasz. Jesteś kobietą, więc wiem, że potrafisz stanąć na wysokości zadania.

Mąż odprawiony do pracy z wyprasowaną koszulą i kanapki jeszcze dostał, a jak o koktajl poprosił to i koktajl zdążyłaś z niczego zrobić. Dzieci do szkoły odprawione. Sama wszystkiego dopilnowałaś, łapiąc w biegu kolejny łyk zimnej już, porannej kawy. Najmłodsze zostało dziś z Tobą w domu. To nic. Przecież Ty wszystko zrobisz sama.

apple-1851464_1920

Tylko jak długo? Wiesz, że każdy dzień, dzisiejszy też. To jeden dzień mniej z Twojego cennego życia. Chcesz być szczęśliwa i spełniona. Ja też. Chcesz żeby wszyscy, których kochasz byli zawsze zadowoleni. Ja też.

Ale czy chcesz żeby za kilka lat Twoje dzieci nie poznały swojej mamy? Zmęczonej, niezadowolonej ze swojej sylwetki i wypadających włosów. Chcesz żeby patrzyły na Twoje smutne oczy. Chcesz żeby zabrakło Ci energii na pójście na pierwsze przedstawienie syna? Chcesz się roztyć i nie móc patrzeć na siebie w lustrze? Chcesz być chora??? Nie chcesz, prawda? Ja też nie!

Więc NIE STAWIAJ SIEBIE NA KOŃCU. Ty też jesteś ważna. Ty też masz prawo do porannego orzeźwiającego prysznica. Też masz prawo to szklanki ciepłej wody z cytryna i pożywnego śniadania. Też masz prawo, a nawet zakichany obowiązek żeby o siebie zadbać!

Kobieto deleguj zadania. Mężowi, dzieciom, współpracownikom. Rób nie więcej niż jesteś w stanie udźwignąć i do cholery zadbaj o siebie!!!!

Wiem co mówię i bardzo w tym momencie żałuję, że nie zachowałam żadnego zdjęcia, które mogłoby teraz stanowić spektakularny dowód przemiany jaką przeszłam. A łatwo nie było. Było cholernie trudno! Wyobraźcie sobie dziewczynę powiedzmy 24 letnią. Singielkę. Wzrost 163 cm w kapeluszu. WAGA 67 kg. Smutną, zalegającą na kanapie. Niezadowoloną z siebie i swojego życia. Często płaczącą, bez powodu też. Z pilotem w ręku i zawsze schowaną gdzieś tabliczką czekolady. Żywiącą się tylko mocną kawą z tłustym mlekiem.

Mało zachęcający obrazek prawda? Wstyd się przyznać, ale dokładnie tak, żałośnie wyglądałam w tamtym okresie. I nie pomagało nic. A ni delikatne sugestie mamy, ani kolejna za ciasna bluzka. Wygodniej było leżeć i zastanawiać się, co by było gdyby. Gdybym schudła, gdybym lepiej się czuła. Gdybym miała więcej energii. Gdybym była z siebie po prostu zadowolona.

Miałam to szczęście, że dostałam potężnego kopa w dupę! Kilka gorzkich i niecenzuralnych słów prosto w twarz od bliskiej osoby, bez owijania w bawełnę. Była złość, płacz i frustracja. Ale to minęło. Przyszła refleksja.

Przestałam myśleć zaczęłam działać. Kupiłam skakankę, za parę złotych i za każdym razem kiedy chciało mi się płakać albo znowu dopadała mnie złość, wstawałam z kanapy i skakałam. Ile tylko dałam rady. A marnie wtedy to wyglądało. I co z tego. Nikt się nie śmiał. Mądre osoby, które miałam obok siebie – kibicowały.

Dokładnie w tym samym momencie podjęłam kilka ważnych decyzji – UWAGA! – nigdy nie byłam na diecie!

  1. Przestałam pić WSZYSTKIE SŁODZONE NAPOJE, zamieniłam je na wodę niegazowaną (i tak już od kliku dobrych lat, nigdy nie mam w domu nic gazowanego, ani słodzonego, żadnego soku);
  2. MLEKO zamieniłam na roślinne, teraz piję też to BEZ LAKTOZY;
  3.  Nie słodziłam, niczego – ani kawy, ani herbaty – do koktajli używam miodu;
  4.  Nie jadłam słodyczy;
  5.  Nie piłam czarnej herbaty, zamieniłam ją na dobrą zieloną (lubię liściastą);
  6.  Kawy piłam maksymalnie dwie;
  7.  Zaczęłam robić koktajle, ze wszystkiego (kilka przepisów już jest na blogu);
  8.  Jadłam pięć mniejszych posiłków dziennie (ale jadłam wszystko) – oprócz FAST FOODÓW oczywiście, nie spojrzałam na pizzę ani frytki przez 1.5 roku;
  9.  Wieczorami piłam herbatki ziołowe;
  10.  Do pracy zabierałam przekąski w pudełkach: suszone owoce, orzechy, świeże owoce pokrojone na wygodne do zjedzenia w biegu kawałki, warzywa gotowane na parze;
  11. Piłam świeży imbir, gotowany około 20 min na średnim ogniu; O zaletach mogłabym pisać długo.
  12.  Po trzech miesiącach zaczęłam ćwiczyć w domu, najczęściej oglądając serial w tv – treningi znalazłam w internecie, dobierałam je intuicyjnie;
  13.  Po pół roku zaczęłam truchtać, bieganiem jeszcze wtedy nie można było tego nazwać 😉
  14. NIGDY nie zażywałam żadnych „cudownych” wspomagaczy odchudzania;
  15.  Zaczęłam kupować książki dotyczące odżywiania – NIE KSIĄŻKI O DIETACH i zaczęłam regularnie czytać bloga Anny Lewanowskiej – nie dlatego, że taka była wtedy moda wśród dziewczyn, dlatego, że zainspirowała mnie jako kobieta. Kobieta szczęśliwa, zdrowa, zadbana, wykształcona i z pasją; Czytam jej wpisy do dziś i kompletuję książki. Mam już jej najmłodsze dziecko, wydane w idealnym dla mnie momencie: Healthy Mama;
  16. Zaczęłam eksperymentować w kuchni i poznawać zdrowe zamienniki (nie, nie są droższe jeśli spojrzymy na nie w kontekście całego miesiąca) – nasiona chia, które uwielbiam wystarczają mi na 2-3 miesiące;
  17.  Szukałam inspiracji, nie kopiowałam przepisów;
  18. Sama nigdy nie byłam u dietetyka, ale ZDECYDOWANIE polecam taką wizytę, nie tylko osobo z nadwagą, ale też takim, które chcą po prostu zadbać o swoje zdrowie i lepsze samopoczucie;
  19. Dużo czytam i ciągle się czegoś uczę!

Minęło 1.5 roku, a ja stanęłam na wadze i zobaczyłam 52 kg. Ktoś powie, że to szmat czasu. Owszem. Ale obcy mi jest efekt jojo. Teraz mam 29 lat i jestem na półmetku ciąży – WAGA 56kg, nie mam zgagi, nie wymiotowałam, pracuję, podróżuję. Nudności w pierwszym trymestrze były. Ale wiem, że gdybym jeszcze bardziej zwracała uwagę na to co jem, można było ich uniknąć, albo bardzo mocno zminimalizować. Wczoraj usłyszałam od swojego lekarza, że wyniki mam fenomenalnie dobre, a dziecko rozwija się prawidłowo. I to była dla mnie największa nagroda! Miło też słyszeć na każdej wizycie, że wyglądam kwitnąco 😉

pregnancy-1742143_1280

Okazało się, że raz podjęte dobre decyzje zostały już ze mną na dobre. Nie mam w kuchni samych zdrowych produktów. Gotuję czasem pomidorową i robię schabowego. Ale czytam etykiety. Nie zgadzam się na wciskanie mi chemicznie przetworzonej żywności. Desery też jem, ale inne. Owocowe. Bez cukru. No, ok dziś na kolację będą naleśniki z bitą śmietaną i truskawkami, ale bez cukru i smażone na oleju kokosowym.

Czuję się zdrowsza. Całą zimę przetrwałam bez najmniejszego przeziębienia, katar też mnie ominął 😉 Włosy przestały wypadać, a trądzik na twarzy to już tylko wspomnienie.

Ok, cukierkowo nie jest. Moja słaba silna wolna, jeszcze czasem bierze nade mną górę. Ale wie, że za wiele już nie zdziała 😉

Drogie Panie tutaj nie chodzi tylko o piękną sylwetkę – chociaż bez zbędnej kokieterii powiem, że też jest w cenie. Chodzi przede wszystkim o Was! O Wasze zdrowie (ZAPOMNIAŁAM WSPOMNIEĆ O NAJWAŻNIEJSZYM, CZYLI PROFILAKTYCZNYCH BADANIACH, obiecuję jeszcze do tego wrócić)!

Jeśli nadal chcesz być szczęśliwa i spełniona – MUSISZ BYĆ ZDROWA i pełna energii, DLA SIEBIE i dla swoich najbliższych!

young-woman-2239269_1920.jpg

.m

A o to kilka moich inspiracji dla Was:

IMG_20170410_095527.jpg

IMG_20170410_095815.jpg

  1. Błyskawiczny koktajl truskawkowy: sok z świeżo wyciśnięty z pomarańczy, truskawki, banan, nasiona chia, opcjonalnie miód do smaku.

IMG_20170215_140238.jpg

2. Wiosenny mus z awokado

IMG_20170604_114108.jpg

3. Sorbet truskawkowy

IMG_20170609_123654.jpg

4. Koktajl na śniadanie i w wersji take away: mleko roślinne, płatki owsiane, olej kokosowy, kakao, nasiona chia, banan, miód opcjonalnie do smaku;

IMG_20170130_141641.jpg

5. Czekoladowy budyń z kaszy jaglanej

IMG_20170611_090737.jpg

6. Kuloodoporna kawa

IMG_20170614_100428.jpg

8. Healthy Mama i Zdrowe gotowanie by Ann

dav

9. DETOKS. Dieta oczyszczająca

IMG_20170614_100257.jpg

10. TERAPIA SKOKOWA. Czas na jucing

IMG_20170614_100326.jpg

11. CZY WIESZ CO JESZ? i Jedz i żyj zgodnie z porami roku

P.S. I tutaj jeszcze podziękowania dla M., który jest bardzo mądrym facetem i cały czas mnie we wszystkim wspiera! :* ❤

Fot.: by .m i PIXABAY.

4 thoughts

  1. Początek postu – jakbym czytała o sobie 😉 Tak to najczęściej wygląda, że Mamy stawiają siebie na ostatnim miejscu, bo przecież najważniejsze jest dobro dzieci i rodziny. Próby poświęcenia czasu dla siebie najczęściej wiążą się z zachwianiem (nie)równowagi życia rodzinnego, które w 90% ogarnia zazwyczaj mama. A chęć wyspania się w niedzielę odbierane jest za cackanie się nad sobą. Tylko niestety kiedyś baterie się wyczerpią. Czasy się zmieniają i miejmy nadzieję, że rosnące zaangażowanie tatusiów w życie rodzinne to nie tylko chwilowa moda, ale trwałe zmiany 😀

    Polubione przez 1 osoba

  2. Gratuluje tej przemiany! Mnie też by się taka przydała…niby nic wielkiego, ale wymaga ciężkiej pracy i silnej woli, a tej tak bardzo mi brakuję 😦 ale staram się. Każdego dnia, pracować nad sobą i swoimi słabościami 😉

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s