Kobieta niecierpliwa! {…}

Jestem zdania, że każdy post powinien być po coś. Powinien zawierać opis problemu i jego rozwiązanie. Jeśli takowe mam, dzielę się z Wami bez najmniejszego wstydu. Tym razem jest inaczej. Tym razem spowiadam się po kobiecemu i przyznaję do słabości.

Myślę, że jako kobieta mam wiele mocnych stron. Ale co z tego, że uczę się asertywności. I walczę ze złymi nawykami. I ciągle pracuję nad swoim rozwojem. I co z tego jeśli nie ma we mnie za grosz cierpliwości . Ani krzty. Mężczyźni pewnie teraz przyklaskują i mówią, że tak to już jest, że my kobiety z natury cierpliwe nie jesteśmy. Może i nie jesteśmy. Tylko Panowie może nie generalizujmy tak od razu. Znam co najmniej kilka Dam, których anielska cierpliwość za każdym razem wprawia mnie w zachwyt i zdumienie. Dla mnie jednak ratunku w tym temacie nie widzę.

Kobieta

Nawet teraz pisząc ten post, irytacja mnie bierze, że nie jest jeszcze skończony i dopieszczony tak jakbym chciała. I, że zdjęcia są jeszcze niegotowe . I, że muszę czekać na Wasze komentarze i opinie. I nijak przyspieszyć się tego nie da.

Zegarek.jpg

Weźmy na ten przykład lipiec i sierpień, miesiące które nie dały mi złapać oddechu. Miesiące pełne miliona spraw do załatwienia na już. Nie, nie one nie musiały być załatwione już. To ja już załatwić je wszystkie chciałam, najlepiej od ręki. Bo nie potrafię czekać. Nawet jak bardzo chcę.

I potem się denerwuję, że ze wszystkim zdążyć nie mogę i że tempo tak zawrotne, że zapomniałam, że przecież w ciąży jestem. Ale co ja poradzę, jak ja muszę mieć wszystko na już. Tu i teraz to, to co mnie satysfakcjonuje. I niemal każdego dnia się zastanawiam jak M. to moje wariactwo znosi. Bo on do gatunku ludzi należy, którzy swoimi pokładami cierpliwości całe wioski obdzielić by mogli. Jemu to by nawet na średniej wielkości miasto spokojnie tej cierpliwości wystarczyło.

Ta przykra przypadłość objawia się u mnie niemal zawsze i wszędzie. Może przy okazji tego postu zdradzę Wam jak poznałam mojego M. Otóż ja, kobieta analogowa, znalazłam miłość mojego życia w czeluściach internetu. Zupełnie bez ściemy wszystkim wszem i wobec oznajmiam, że i ja miałam swój nielichy debiut na portalu randkowym. Okoliczności przyczyniły się do tego bardzo różne. I tu cierpliwość moja, również na wielką próbę wystawiona została . Wierzcie lub nie, pierwsze zdjęcie, pierwszy przystojny brunet – po prostu wiedziałam, że to właśnie ON. Ja nie czekam, ja działam. Jak na kobietę niecierpliwą przystało wiadomość, mniej lub bardziej elokwentną, do Szanownego Bruneta wysłałam. I co? Ano odpowiedzi spodziewałam się natychmiastowej. Bo dlaczego by nie? I tak zdjęcia innych Panów przeglądałam z coraz większym niesmakiem, średnio co 3 minuty wracając do skrzynki. Wiadomości nie było. Irytacja za to rosła i noc nieprzespana też mi mocno w pięty poszła. I już zaczęłam mało eleganckimi epitetami Bruneta w myślach traktować. Brunet szczęśliwie po dwóch dniach odpisał, cierpliwość moją do stanu krytycznego doprowadzając. Szczęśliwie, bo teraz dumnie noszę i obrączkę na palcu i nowe nazwisko, a i żoną się nazywam nieskromnie coraz częściej.

Historii mogę przytoczyć takich milion . Tylko nie wiem czy to dobrze o mnie świadczy. Bo weźmy na ten przykład, że jako perfekcyjna Pani Domu, którą nigdy nomen omen nie będę, piec i pichcić powinnam. Tylko, że w kuchni cierpliwość jest to cnota wielce pożądana. Bo jak ciasto dobre chcesz ukręcić, to kręcić jednak dobrą chwilę musisz. I jak sos łechtający podniebienie Ci się zamarzy, to trochę dłużej popieścić go trzeba. Nawet jajka na twardo każą mi na siebie za długo czekać. A pilnowanie jajek na miękko z zegarkiem w ręku, po ludzku mnie przerasta. Co więc mi zostaje? Dania błyskawiczne, ale domowe jednak i szczęście wielkie, że M. się kuchni nie boi jak diabeł święconej wody! 🙂

To, że ja drepczę i tupię jak dziecko, jak nie daj Boże na pociąg przyjdzie mi czekać to już norma. W kolejce jak przyjdzie mi stać, to delirki z marszu dostaję. Czerwone światło działa na mnie niczym czerwona płachta na byka. Korki to mój największy wróg. Zakupów przez internet nie robię, bo czekanie na kuriera jest zdecydowanie ponad moje siły. A jak od urzędnika usłyszę, że na dowód mam ustawowe 30 dni czekać to z marszu wychodzę żeby oddech zawczasu złapać. Wymieniać tak całą noc bym mogła. Tylko po co się pogrążać?


Woda.jpg

Naprawdę próbuję tej wielkiej cierpliwości od M. się nauczyć. Obserwuję go namiętnie i podziwiam, tylko, że efektów u mnie absolutnie żadnych nie widać. Myślałam, że nie ma już dla mnie ratunku. Że zginę w czeluściach braku silnej woli i pracy nad własną cierpliwością. Ale właśnie dziś rano uświadomiłam sobie ważną rzecz. Jest i może dla mnie jakaś iskierka nadziei! I przysłowiowe światełko w ciemnym tunelu i ja kiedyś ujrzę.

Kiedy nasz największy Skarb sprzedał mi dzisiaj, wczesnym porankiem solidnego kopniaka, tak że aż cały brzuch mi zagrał, zatańczył i zaśpiewał, dotarło do mnie, że właśnie w tym temacie odnalazłam w sobie anielskie wręcz pokłady cierpliwości. Czekam już na NIĄ całe sześć miesięcy. Czekam i nie czuję zniecierpliwienia. Czekam i cieszę się każdym dniem. Nie tupię nogami i nie marudzę. Dobrze mi z nią tak jak jest. I będę czekać tyle ile trzeba. ❤ Martwię się tylko o to czy tej cierpliwości wystarczy na to co będzie za trzy miesiące? Bo jeśli ona akurat tą cechę odziedziczy po mnie to M. będzie miał z nami mocno pod górkę …. . 😀


Kurtka.jpg
m.

Fot. Pixabay & m.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s